sobota, 27 lutego 2010

DREGOWIA. Czym była, czym jest

Sama nazwa powstała około roku 2002 i początkowo dotyczyła zmyślonej krainy, bardziej fantastycznej niż historycznej. Chodziło o nawiązanie do czegoś bliskiego i swojskiego a jednocześnie odległego w czasie. Padło na Dregowiczów, wschodniosłowiańskie plemię, które nie chciało płacić podatków kijowskim kniaziom. Dregowicze mieszkali na tej samej ziemi, na której się urodziłem i wyrosłem, czyli na Podlasiu. I to był element swojski. Ten drugi, odległy, polegał na tym, że Dregowicze żyli dysyć dawno temu i stosunkowo niewiele o nich wiadomo.
Oba te wątki pozwoliły na uczynienie z Dregowii, krainy trochę historycznej, trochę mitycznej, nie do końca określonej i przez to jakby bardziej żywej.
Potem, stopniowo, razem z krystalizowaniem się różnych pomysłów związanych z tzw. odtwórstwem historycznym, nazwa przeszła na grupę rekonstrukcyjną, którą założyły trzy osoby: Grid, Brodar i ja. Doszło do tego jesienią roku 2003 w knajpie o intrygującej nazwie „Ryczące Czterdziestki”. Uzgodniliśmy wtedy, że będziemy odtwarzać wyłącznie Słowian i to Słowian wschodnich, dokładniej Dregowiczów. Pełna nazwa naszej grupy brzmiała Drużyna Wojów Słowiańskich DREGOWIA. Za drobiazg uznaliśmy fakt, że wojów w owej drużynie było wtedy zaledwie dwóch (wszak nawet templariusze zaczynali od dwójki).
Trzeba tu wspomnieć, że wszystko to miało miejsce pół roku po rozpadzie poprzedniej grupy, nieco liczniejszej i nieco odmiennej stylistycznie, która to grupa nazywała się Drużyna Wojów „Złoty Jesion”. Wszelkie skojarzenia z jesienią, czy domami spokojnej starości są w tym miejscu nietrafione. Było dokładnie przeciwnie, a sam złoty jesion stanowił nawiązanie do germańskiego Drzewa Życia, Iggdrasilu, gdyż w tamtym okresie staraliśmy się „odtwarzać” wikingów. Słowo „odtwórstwo” jest wzięte w cudzysłów z tego względu, że choć nasza ówczesna działalność była z pewnością wielowymiarowa, to jednak do aktów rekonstrukcji, mimo najszczerszych naszych chęci dochodziło przypadkowo i raczej sporadycznie. Było za to dużo szczęku oręża, muzyki, piwa i dwudziestoletnich emocji.
W Dregowii mieliśmy ambicje aby poważnie zająć się odtwórstwem historycznym. Szybko okazało się, że proces przemiany nie będzie przebiegał gładko i bezboleśnie, gdyż należało pozbyć się wielu głęboko zakorzenionych przeświadczeń i mitów. Trwało to ponad sześć lat, podczas których skład grupy zmieniał się wielokrotnie, nigdy jednak nie przekroczył magicznej liczby pięć. W tym miejscu chciałbym zamieścić kilka zdjęć ludzi, którzy się przez Dregowię przewinęli i być może zrobię to, kiedy tylko odzyskam to, co mi diabli zabrali, lub co zaginęło w odmętach maszyny przy pomocy której piszę te słowa…
W okresie owych sześciu lat przeżyliśmy kilka przygód, odwiedziliśmy kilka miejsc i ogólnie rzecz biorąc, poza wszystkimi próbami rekonstrukcyjnymi, które podejmowaliśmy, zabawiliśmy się nieco. O większości naszych wojaży można było dowiedzieć się z istniejącej do niedawna strony internetowej, z której pozostał dziś jedynie ten skromny blog oraz cała masa zdjęć, które od czasu do czasu będziemy tutaj umieszczać.
Dziś Dregowia nie jest już tym, czym była dawniej i kto wie, w którą stronę teraz zmierza. Faktem jest, że nie nazywamy już siebie drużyną wojów a do rekonstrukcji podchodzimy w sposób nieco odmienny, może nieco bardziej eksperymentalny. Myślę że nie wprowadzę czytelnika w błąd, kiedy powiem mało skromnie, że przesunęliśmy odrobinę środek ciężkości. Znalazł się on teraz trochę bliżej rekreacji i rekonstrukcji zaś trochę dalej od tego, co się dziś zwykło określać brzydkim, obcym słowem „lans”.

Na koniec link do filmu z roku 2007, w którym próbowaliśmy pokazać coś, co nam w sercu grało.



I do drugiego, bliżej związanego z projektem T.K.M. i rok późniejszego, uczynionego w nieco innym składzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz