niedziela, 31 lipca 2011

Łuk z Opola własnej roboty


Choć tegoroczny deszczowy lipiec był raczej kiepską porą na wypoczynek, to z drugiej strony aura sprzyjała eksperymentom rekonstruktorskim.
We wrześniu ubiegłego roku ścięty został klon, który leżakował potem przez kilka miesięcy w suchym miejscu. Na wiosnę okazało się, że belki pękły wzdłuż. Pomyślałem wtedy, że nic już z tego materiału nie będzie. Pewnego sobotniego popołudnia postanowiłem jednak dać mu szansę. Rozszczepiłem pierwszą, nieco węższą belkę wzdłuż pęknięcia. Okazało się, że nie jest tak źle, jak się na początku wydawało i być może coś ciekawego jeszcze się z klonu wyłoni.
Uzbrojony w toporek i nóż zabrałem się do pracy. Po kilku godzinach udało mi się wyrzeźbić coś, co przypominało kształtem wczesnośredniowieczne łuki znalezione w Opolu i Krakowie.



Pełen wiary w powodzenie przedsięwzięcia przystąpiłem do zdejmowania nadmiaru materiału, oraz wygładzania powierzchni łuku. Pozwoliłem sobie na drobną zmianę w stosunku do znaleziska i uczyniłem majdan łuku sztywnym i nieco grubszym.



Efekt zaskoczył mnie zupełnie, ponieważ okazało się, że łuk strzela, nie łamie się i do tego jest dynamiczny!
Jego długość wynosi 165 cm, a charakterystyczne, szerokie gryfy mają po ok. 12 cm długości. Niestety, jedno ramię okazało się bardziej sztywne, postanowiłem więc że będzie to ramię dolne, które znosić musi większe naprężenia.



Może nie jest to łuk najlepszy, jednak biorąc pod uwagę, że był to mój pierwszy eksperyment tego rodzaju, oparty w dodatku bardziej na intuicji niż wiedzy i doświadczeniu, to jestem z niego w pełni zadowolony.
Zaimpregnowałem drewno olejem lnianym, a cięciwę wykonałem z lnianej dratwy i mocno nawoskowałem.
Wierzę teraz usilnie, że łuk nie złamie się zbyt szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz