niedziela, 18 listopada 2012

Łowy i duchy

Krótkie dni i chłód połowy listopada nie sprzyjają polowaniom. Czasem jednak nie ma wyjścia innego niż zaostrzyć broń, owinąć się w coś cieplejszego i ruszyć na poszukiwanie zwierzyny. Wędrując nietrudno zapomnieć się i zapuścić zbyt daleko, by wrócić przed szybko zapadającym zmrokiem. A wtedy łatwo natknąć się na istoty, których lepiej byłoby nie spotykać - istoty nie zawsze przyjazne, lubujące się w plątaniu ścieżek i zwodzeniu wędrowców na moczary, w miejsca ciemne i niebezpieczne. Groźniejszym i bardziej tajemniczym ze słowiańskich demonów zamieszkujących las jest sławny leszy, który występować lubi pod postaciami wilka, puchacza oraz wichru.
Znajomość odpowiednich zamawiań pozwalała uniknąć spotkania z leszym. Z drugiej strony mógł on także pomóc błądzącym, uciekinierom i tym którzy złożyli w lesie odpowiednie dary oraz zachowywali się należycie. Jako władca zwierząt szczególnie ważny był dla myśliwych i pasterzy. (fotografie: Justyna Majkowska)

piątek, 31 sierpnia 2012

Gorytos scytyjski

Jeśli łucznik scytyjski to koniecznie z gorytem. Postanowiłam zabrać się i za to. Przedsięwzięcie może niezbyt trudne, ale na pewno pracochłonne. Przeanalizowałam znaleziska, ikonografię, wymierzyłam swój łuk i zabrałam się do pracy. Konstrukcja skórzana, jeszcze nie mogę pozwolić sobie na złote okucia. Moja wizja, zresztą, nie zakłada rekonstrukcji królewskiego wyposażenia.
Poszczególne elementy zszyłam rzemieniem, oprócz wewnętrznego szwu kieszeni na strzały. Przy moim założeniu, goryt noszę wystającą częścią łuku skierowaną do przodu. Często w ikonografii sytuacja jest odwrotna, ale znalazłam też przedstawienia na wazach, które pokrywają się z moim założeniem. Nie jestem pewna, czy to tylko stylizacja ornamentyki waz, czy może sposób noszenia gorytu był dwojaki.




Waza z Kul-Oba


Pektorał z kurhanu Tołstaja Mogiła koło Ordżonikidze IVw. p.n.e.


Gorytos, a raczej okucie na kieszeń, Chertomylk IVw. p.n.e.


Przedstawienia z waz:










poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Uzbrojenie wojownika kultury pomorskiej

Jeszcze raz o kulturze pomorskiej. Oprócz, opisywanego już przeze mnie kordu i tarczy, do kompletu dołączył nożyk użytkowy, oraz bardzo charakterystyczny grot oszczepu. Ten ostatni jest, jak się przypuszcza, importem celtyckim.
Pochodzący ze Szprotawy grot "jest krótki (9,5 cm), lancetowaty, z liściem bez ości. Stosunkowo długa tulejka (3/5 dług. grotu), poszerzona ku wylotowi jest facetowana. Stożkowaty tok żelazny, dług. 6,7 cm, ma pogrubiony obustronnie czubek. Średnica wylotu toku wynosi 1,3 cm (Jerzy Fogel, Uzbrojenie ludności kultury pomorskiej, Przegląd Archeologiczny, 1980)" Przyglądając się rysunkom na popielnicach kultury pomorskiej przyjąłem, że zestaw: włócznia plus oszczep, bądź dwa oszczepy, z pewnością w tejże kulturze występował. Zdaje się to potwierdzać również cytowany wyżej artykuł, gdzie mowa jest o znaleziskach par grotów, znajdowanych w jednym pochówku.
Często występującymi na urnach przedstawieniemi są zwłaszcza: para oszczepów obok tarczy, para oszczepów w sąsiedztwie zwierzyny łownej (jeleni), albo oszczepy bezpośrednio trzymane przez postać ludzką.
Bardzo ciekawy motyw stanowią rysunki, które interpretuje się jako przedstawienia tarcz, będące jednocześnie reprezentacją symboliki solarnej - bóstwa w roli psychopomposa, przewodnika zmarłych do zaświatów. Nie przeczy temu jednocześnie pogląd, który pragnie dostrzec w wypełniających tarcze wzorach, proste zdobienia, albo nawet odwzorowanie słojów drewna, które układałyby się w ten sposób, gdyby wykonać tarczę z odpowiednio wyprofilowanych desek.
Powyższe rysunki pozwalają wysnuć przypuszczenie, że tarcze kultury pomorskiej, z których przecież żadnej dotąd nie znaleziono, mogły mieć bardzo wiele wspólnego z tarczami odnalezionymi w bagnach Danii. Dlatego uznałem, że przyjęcie tarczy z Hjortspring do zestawu pomorskiego, nie będzie wielkim nadużyciem.

niedziela, 17 czerwca 2012

Szpila do płaszcza

Szpile do ubrań są, pośród znalezisk związanych z kulturą pomorską, dosyć popularnym zabytkiem. Wykonywano je z żelaza, brązu, kości lub drewna. Oto kilka przykładów zaczerpniętych z publikacji Leona Jana Łuki Kultura wschodniopomorska na Pomorzu Gdańskim, Kraków 1966: Powyżej - kolejny krok ku rekonstrukcji kultury pomorskiej - prosta szpila, którą udało mi się wykonać samodzielnie. (Fotografie: Grid)

środa, 9 maja 2012

"Straszny Gród" - grodzisko w Szurpiłach

Patrzę ze szczytu w dół: pode mną przepaść rozwarła paszczę ciemną - patrzę w dolinę, w dal: i jakaś dziwna mię pochwyca bez brzegu i bez dna tęsknica, niewysłowiony żal... (Tetmajer)
Podczas tegorocznej długiej majówki mieliśmy okazję bawić na Suwalszczyźnie. Wybraliśmy się do Szurpił, aby odnaleźć serce dawnej Jaćwieży, słynne grodzisko wyrastające pomiędzy trzema jeziorami: Jegłówek, Tchliczysko i Szurpiły. Droga ze wsi wije się jak wstążka między malowniczymi, zielonymi pagórkami i łączy z innymi dróżkami, którymi poprzecinany jest Suwalski Park Krajobrazowy. Teren doskonale nadawałby się do wędrówek, gdyby nie występujący tu w znacznych ilościach rowerowi turyści, którzy zaburzają nieco atmosferę tego miejsca.
W Szurpiłach odkryto jaćwieski kompleks osadniczy, na który składały się co najmniej dwie osady, gród refugialny, cmentarz i zabudowania świątynne, a wszystko to połączone szeregami wałów i innych umocnień. Te same tereny zamieszkane były przez Bałtów, lub ich bezpośrednich przodków już od V w. p.n.e. Istnieje sporo przesłanek, by móc sądzić, że gród w Szurpiłach wiele znaczył dla całej Jaćwieży. Na przełomie X i XI w. jego umocnienia zostały doszczętnie spalone, co wraz ze znajdowanymi tu licznie militariami, świadczy o znaczącej roli strategicznej tego miejsca. Pozostałość po budowli kultowej, tzw. "Góra Kościelna" mogła być ważnym obiektem, do którego zjeżdżano w celach religijnych, lub w momentach istotnych dla plemienia, nawet z odległych terenów. W swoim złotym wieku było to z pewnością piękne, bogate i pełne życia miejsce. Pod koniec XIII w., czyli po okresie walk z Krzyżakami i po przegranej z nimi wojnie, cały ten teren został opuszczony przez ludność jaćwieską, która przypuszczalnie została stąd wysiedlona i rozproszona po Mazowszu i Sambii. Podobnie stało się przecież z resztą mieszkańców Jaćwieży.
Od tamtej pory grodzisko w Szurpiłach porasta dzika roślinność. Ciekawe, że pobliska wieś, założona w XVII w. przez kamedułów ze znanego klasztoru nad jeziorem Wigry, wywodzi swoją nazwę z litewskiego šiurpus - "straszny" i pilis - "gród, dwór". Opustoszałe po Jaćwingach grodzisko stało się więc inspiracją dla legend. Wszak w ciągu kilku wieków po chrystianizacji tych ziem, nic na jego miejscu nie zbudowano. Może zdarzały się tu rzeczy dziwne i wywołujące u poczciwych ludzi zabobonny lęk? Jak się okazało stosunkowo niedawno, bo dopiero w XX wieku, wokół Szurpił występują liczne anomalie magnetyczne, spowodowane zalegającymi głęboko pod ziemią złożami rudy żelaza. Być może więc, zabłąkany podróżny, widząc burzę przetaczającą się nad trzema jeziorami, czynił w pośpiechu znak krzyża i wolał to miejsce raczej omijać z daleka...
Fotografie: Grid

piątek, 4 maja 2012

Trzewik mieczowy z miejscowości Długosze

Oto trzewik z Długoszy, wykonany przez Kram Szepczące Kruki, na moje specjalnej troski zamówienie. Troska była specjalna ze względu na nietypowy przekrój końcówki pochwy mieczowej. Samo znalezisko jest przez wiekszość badaczy traktowane jako wytwór wschodniobałtyjski, wpisuje się więc w ogół mojego zainteresowania pruskimi Jaćwingami.
A tak prezentuje się cała pochwa w zestawie z "mieczem z Robit", który należy teraz porządnie zaostrzyć...

poniedziałek, 19 marca 2012

O rekonstrukcji inaczej. Wędrówka i podróż.


Poza zwyczajnymi sensami jakie zawierają się w podróżowaniu, wędrowanie może być jednocześnie przemierzaniem krajobrazów wewnętrznych, czymś podobnym do pielgrzymowania, gdzie nieodłącznym elementem jest kontemplacja.

Kiedy obiekty rzeczywiste wchodzą w twórczy związek z postrzegającym je umysłem wędrowca, mogą przyjmować wartości i znaczenia, stając się mapą, albo raczej wizerunkiem jego wewnętrznych przeżyć. Na szlaku wędrówki pojawiają się wtedy miejsca wypełnione treścią, a zwykłe widoki nabierają właściwości przestrzeni mitycznej. Dotyczy to zwłaszcza miejsc w jakiś sposób oddzielonych od reszty krajobrazu, wyjątkowych.

Warto w wędrowaniu określać cele. Między celem, a początkiem wędrówki znajduje się jej dynamiczna istota, nieznane które domaga się odkrycia.

Zajmując się rekonstrukcją historyczną, można latami dążyć do tego rodzaju przeżyć, nie wiedząc czego właściwie się poszukuje. Jest to podobne do wypełniania swojego serca i zarazem świata jakimś szczególnym znaczeniem. Sama rekonstrukcja strojów i sprzętu stanowi wówczas tylko rekwizytorium dla ducha, który potrzebuje go tak, jak uczestnik rytuału potrzebuje materialnych reprezentacji treści wewnętrznych, które przywołuje. Dzięki przedmiotom zachodzi twórcza imaginacja, której efektem jest stan podobny do uczestnictwa w przedstawieniu teatralnym jako aktor i widz jednocześnie. W odróżnieniu od teatru nie ma tu jednak scenariusza, reżysera ani jakiejkolwiek gry, a tym co zbliża do przeżycia aktorskiego jest swobodne przyjmowanie pewnej postawy, która staje się kluczowa dla całego przedsięwzięcia.

Uczestnik takiego działania określa więc siebie dla siebie, poprzez rozpoznawanie przepływających przez niego treści wyobraźni. Najważniejsza jest tutaj żywa i pełna mocy imaginacja, która transportuje uczestnika w świat pełen szczególnych znaczeń, świat który w dawnych kulturach animistycznych byłby określony jako "pełen duchów". Przedmioty materialne otrzymują bowiem pewne właściwe im jakości. Rosnący przy drodze dąb nie jest już tylko jakimś kolejnym drzewem, lecz wchodząc w związek z umysłem uczestnika, staje się częścią pełnego treści krajobrazu. Tak, jak powiązane ze sobą poszczególne elementy pejzażu na obrazie namalowanym przez mistrza zjednoczone są jego wizją w harmonijnym przedstawieniu, gdzie wszystko ma sobie właściwe miejsce. Efektem tego staje się doznanie piękna, pełni i szczególnego znaczenia.

I to jest chyba najważniejszy cel, który przez lata zabawy w rekonstrukcję historyczną błyskał mi z oddali. Nigdy nie dając się określić i nazwać, pozostawał nieuświadomiony. Budził jednak tęsknotę i pobudzał do działania. Działanie to było jednak błądzeniem po omacku, chwytaniem się często rzeczy mało istotnych i traktowaniem ich jako właściwych celów, podczas gdy prawdziwa wartość, nie dając się łatwo rozpoznać, leżała gdzie indziej.

wtorek, 14 lutego 2012

Oprawa pruskiego miecza


Chciałbym zaprezentować wykonaną przeze mnie oprawę miecza, który wyciągnąłem z szuflady po latach bezczynnego leżakowania. Zainspirowało mnie znalezisko pruskiej nakładki głowicy z Robit, datowane na X-XII w. Oryginał wykonano nie z rogu, jak ja to uczyniłem, lecz z kości. Mimo zbliżonych wymiarów, nie jest to więc rekonstrukcja w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wobec braku informacji o wyglądzie jelca, postanowiłem ozdobić go skromnie, choć piękny motyw swastyki na głowicy sugerował nieco bogatsze wykończenie.