poniedziałek, 19 marca 2012

O rekonstrukcji inaczej. Wędrówka i podróż.


Poza zwyczajnymi sensami jakie zawierają się w podróżowaniu, wędrowanie może być jednocześnie przemierzaniem krajobrazów wewnętrznych, czymś podobnym do pielgrzymowania, gdzie nieodłącznym elementem jest kontemplacja.

Kiedy obiekty rzeczywiste wchodzą w twórczy związek z postrzegającym je umysłem wędrowca, mogą przyjmować wartości i znaczenia, stając się mapą, albo raczej wizerunkiem jego wewnętrznych przeżyć. Na szlaku wędrówki pojawiają się wtedy miejsca wypełnione treścią, a zwykłe widoki nabierają właściwości przestrzeni mitycznej. Dotyczy to zwłaszcza miejsc w jakiś sposób oddzielonych od reszty krajobrazu, wyjątkowych.

Warto w wędrowaniu określać cele. Między celem, a początkiem wędrówki znajduje się jej dynamiczna istota, nieznane które domaga się odkrycia.

Zajmując się rekonstrukcją historyczną, można latami dążyć do tego rodzaju przeżyć, nie wiedząc czego właściwie się poszukuje. Jest to podobne do wypełniania swojego serca i zarazem świata jakimś szczególnym znaczeniem. Sama rekonstrukcja strojów i sprzętu stanowi wówczas tylko rekwizytorium dla ducha, który potrzebuje go tak, jak uczestnik rytuału potrzebuje materialnych reprezentacji treści wewnętrznych, które przywołuje. Dzięki przedmiotom zachodzi twórcza imaginacja, której efektem jest stan podobny do uczestnictwa w przedstawieniu teatralnym jako aktor i widz jednocześnie. W odróżnieniu od teatru nie ma tu jednak scenariusza, reżysera ani jakiejkolwiek gry, a tym co zbliża do przeżycia aktorskiego jest swobodne przyjmowanie pewnej postawy, która staje się kluczowa dla całego przedsięwzięcia.

Uczestnik takiego działania określa więc siebie dla siebie, poprzez rozpoznawanie przepływających przez niego treści wyobraźni. Najważniejsza jest tutaj żywa i pełna mocy imaginacja, która transportuje uczestnika w świat pełen szczególnych znaczeń, świat który w dawnych kulturach animistycznych byłby określony jako "pełen duchów". Przedmioty materialne otrzymują bowiem pewne właściwe im jakości. Rosnący przy drodze dąb nie jest już tylko jakimś kolejnym drzewem, lecz wchodząc w związek z umysłem uczestnika, staje się częścią pełnego treści krajobrazu. Tak, jak powiązane ze sobą poszczególne elementy pejzażu na obrazie namalowanym przez mistrza zjednoczone są jego wizją w harmonijnym przedstawieniu, gdzie wszystko ma sobie właściwe miejsce. Efektem tego staje się doznanie piękna, pełni i szczególnego znaczenia.

I to jest chyba najważniejszy cel, który przez lata zabawy w rekonstrukcję historyczną błyskał mi z oddali. Nigdy nie dając się określić i nazwać, pozostawał nieuświadomiony. Budził jednak tęsknotę i pobudzał do działania. Działanie to było jednak błądzeniem po omacku, chwytaniem się często rzeczy mało istotnych i traktowaniem ich jako właściwych celów, podczas gdy prawdziwa wartość, nie dając się łatwo rozpoznać, leżała gdzie indziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz