piątek, 20 marca 2015

"Nieustraszeni - Część pierwsza"

Dziś cofniemy się do roku 2005, a może 2006, kiedy to powstała pierwsza część komiksu o przygodach nieustraszonych słowiańskich wojowników. I jakoś tak wyszło, że na pierwszej części się skończyło. Wiadomo: na Słowiańszczyźnie dobre rzeczy rzadko chodzą parami... Kopia jest bardzo słaba, bo oryginał przepadł mi gdzieś w pomroce dziejów, ale tekst daje się odczytać.

środa, 4 marca 2015

Kość Dionizosa

Broń z kości czy też z rogu ma tę szczególną właściwość, że potrafi oddziałać na głębokie pokłady wyobraźni albo nawet pamięci. Broń zbudowana przy wykorzystaniu fragmentów zwierzęcych ciał - powstała z trupa, by w trupa zamieniać żywy organizm... Tak, aby mógł przeżyć łowca. By jego głód został nasycony, a egzystencja przedłużona. Otwiera się w tym miejscu przestrzeń dla przedziwnego spostrzeżenia, które towarzyszyło zapewne tzw. "człowiekowi pierwotnemu", a wraz z jego okrzepnięciem w cywilizacji trafiło do jakiejś ciemnej piwnicy umysłu. Chodzi o myśl, że wszystko co żyje pożera się nawzajem, a wiec także ja jestem pożywieniem i także moje ciało może stać się w oczach "innego" mięsem i budulcem, z którego mógłby wykonać chociażby narzędzia, ubrania, czy biżuterię... A skoro tak jest - mówi broń z kości i rogu - to przemoc leży u podstaw wszelkiego życia. Przemoc i przemiana. I właśnie takiej przemocy symbolem jest dla mnie broń zbudowana z twardych części ciał zwierząt. Przemocy, która staje się zwieńczeniem instynktu życia. Broń ta jest łącznikiem pomiędzy życiem ofiary, jej śmiercią, a życiem i pożytkiem łowcy. I w tym sensie mogłaby być symbolem jakiejś pierwotnej religii człowieka, podobnie jak kość uniesiona przez hominida w słynnej scenie z Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka.



Wiedza, że my także jesteśmy pożywieniem, że życie to cykl przemian dokonujących się ponad każdym jednostkowym istnieniem, poprzez przemaganie innego, poprzez zabijanie, którego sensem jest upojenie mocą – to odczucie wydaje się cywilizowanemu człowiekowi dotykiem szaleństwa. Jest czymś, co lepiej wyprzeć ze świadomości, bo mogłoby prowadzić do jakiegoś rozdarcia. I gdyby zostało na powrót przyjęte zaburzyłoby ustalony porządek. Intuicje tego rodzaju występowały choćby u podłoża misteriów dionizyjskich, a w szerszym sensie wszędzie tam, gdzie mowa jest o rozszarpaniu i zjedzeniu jakiegoś bóstwa albo o jego dobrowolnym oddaniu się na pożarcie. Symbolika ciała i krwi, występująca w chrześcijaństwie nawiązuje do tej samej archaicznej koncepcji, odkrytej na nowo w samym centrum kultury miejskiej antycznego Bliskiego Wschodu. Kultury, oderwanej od pierwotnego doświadczenia, tęskniącej za nim i przez to zdolnej dostrzec je w subtelnych nawet przejawach. Wyczulonej, bo przewrażliwionej. Przywykłej do bezpiecznego schronienia w objęciach cywilizacji, ale jednocześnie przez to schronienie i jego zasady, skrępowanej. Poszukującej wyzwolenia od lęku przed nieuchronnym końcem egzystencji. Sacrum dla takiej kultury dostępne jest tylko w samym sercu profanum - w tym co ciemne, mięsne i prawdziwe jak ból, rozkosz cielesna i orgiastyczne upojenie. Jak polowanie, albo wojna.