sobota, 9 stycznia 2016

Na skraju lasu


Stary Las z "Władcy Pierścieni", czy np. Droga w Leśnym Zakątku - większość nazw występujących w Shire jest odwołaniem do wyobraźni dzieciństwa. Zawsze najbardziej lubiłem pierwszy tom "trylogii" Tolkiena, a w nim te wydarzenia, które rozgrywały się do momentu dotarcia hobbitów do Rivendell. Wszystko co się tam działo było wciąż jeszcze bardzo baśniowe i konkretne, tak jak konkretny musi być świat dziecka, które pytając "dlaczego?" wymaga jasnego postawienia granic i określenia fragmentu rzeczywistości, o którym dorosły wie, że nie daje się on łatwo wyodrębnić. Tak więc: Stara Wierzba, Kurhany i zamieszkujące je upiory, czy Tom Bombadil - to miejsca i istoty z najbliższej okolicy, widziane oczyma dziecięcej wyobraźni. Ta okolica może stać się ogromną krainą, albo nawet wieloma krainami i rozwinąć się w cały złożony świat. Oczywiście im dalsze rejony tych "odległych krain", tym dalej od domu dzieciństwa i konkret ulega rozrzedzeniu. Zastępuje go wtedy zgoda na istnienie jakiejś niezależnej nieokreśloności, a dziecko przestaje być dzieckiem. Dzikie Kraje są już dla hobbitów zrozumiałe tylko poprzez podobieństwo pewnych ich cech do tego, co jako konkret - archetyp, hobbici noszą w swojej pamięci. Każdy straszny las jest więc dla nich trochę większym i jeszcze dziwniejszym, ale jednak Starym Lasem - zagajnikiem na granicy Shire'u, który znają jako archetyp wszystkich tajemniczych i budzących lęk lasów.



Tak działa ludzka wyobraźnia, dzięki której poruszamy się w świecie. Dla niej każde miasto jest odbiciem - rozrzedzonym cieniem - jakiegoś "pierwszego miasta", nawet jeśli poznanego tylko w wyobraźni. I w tym sensie każda góra, czy nawet pagórek może stać się osią świata, a każdy las który do nas mówi, jest świętym gajem albo dowolną inną formą "Starego Lasu".